TEATR NAMIĘTNOŚCI I UCZUCIA; najważniejszą cechą była staranność
2017-11-01 19:34:41

W Operze Krakowskiej premiera Normy. Obejrzałam dwa spektakle z różnymi obsadami, chyba mogę więc pokusić się o w miarę obiektywną ocenę. Otóż wydaje mi się że najważniejszą cechą nowej inscenizacji tego najpopularniejszego dzieła Belliniego jest staranność a nawet pieczołowitość, z jaką została przygotowana. Tę staranność słychać od pierwszych akordów uwertury prowadzonej przez Tomasza Tokarczyka, kierownika muzycznego spektaklu, aż po finał. Słychać w realizacji partii solowych i w scenach zbiorowych (przygotowanie chóru Jacek Mentel). A gdy kurtyna się podnosi, widać ją w oszczędnej, dobrze zaplanowanej scenografii – dziele Barbary Kędzierskiej, oraz w ciekawych, ponadczasowych ale dobrze różnicujących Rzymian i Gallów strojach zaprojektowanych przez Marię Balcerek. Ponadczasowych, bo reżyser Laco Adamik w historii opowiadanej przez Felice Romaniego, twórcę libretta, uwypuklił właśnie to, co było aktualne i w czasach starożytnych w których rozgrywa się akcja Normy, i w pierwszych dziesiątkach lat XIX wieku gdy Bellini pisał tę operę, i w kolejnych latach, aż do naszych czasów gdy z upodobaniem słuchamy, oglądamy i wzruszamy się losami arcykapłanki zdradzającej z okupantem własny lud i wyznaczającej sobie za ten postępek najwyższą karę. Uwypuklił uczucia, emocje rządzące ludźmi jak świat światem: miłość, namiętność przekraczającą poczucie lojalności i odpowiedzialności, zazdrość, gniew, rozpacz... Postawił przed wykonawcami nie lada zadania, a oni pięknie je zrealizowali.

W tytułową bohaterkę wcieliły się Katarzyna Oleś-Blacha i Karina Skrzeszewska. Każda z artystek stworzyła inną postać. Katarzyna Oleś-Blacha bardzo sugestywnie i trafnie budowała postać głosem i gestem, ukazując całą złożoność emocjonalnej sytuacji Normy – kapłanki, kochanki i matki. Prócz pierwszego wejścia zaśpiewanego dziwnie zmęczonym głosem była wokalnie bezbłędna. Także Karina Skrzeszewska porywała piękną i bogatą barwą głosu i błyskotliwymi koloraturami. Była wzruszająca w scenach lirycznych. We wtorek 31 października zabrakło jej jednak siły wyrazu w drugiej odsłonie I aktu, gdy Norma dowiaduje się, że ukochanym Adalgisy jest Pollione.

W partii niewiernego kochanka usłyszeliśmy Arnolda Rutkowskiego i Paola Lardizzone. Obaj stworzyli przekonywające postaci, choć więcej niuansów wokalnych i wyrazowych znalazłam w śpiewie włoskiego artysty. Dwie Adalgisy prawdziwie wzruszały. Monika Korybalska śpiewająca premierę po raz kolejny udowodniła, że rozwija się wspaniale, że jest nie tylko interesującą śpiewaczką ale i wyborną aktorką. Bardziej stonowana wyrazowo Agnieszka Cząstka we wtorek dała pokaz prawdziwego belcanta. Tak frazować mało kto potrafi.

Wołodymyr Pańkiw i Szymon Kobyliński wcielili się w ojca Normy, kapłana Orovesa. Zbudowali ciekawe postaci, choć wokalnie nie w pełni mnie usatysfakcjonowali. Wołodymyr Pańkiw śpiewał bardzo muzykalnie, ale z dziwnym brzękiem w głosie. Szymon Kobyliński, dysponujący głosem bardziej predestynującym go do realizacji belcanta, we wtorek miał w tym głosie zbyt wyraźne wibrato, ale i w jedym i w drugim wypadku mogły to być zdarzenia jednstkowe.

Bardzo dobrze spisali się w pomniejszych rolach Krzysztof Kozarek i Janusz Bielecki (Flavio) oraz Daria Proszek i Agata Dembska-Kornaga (Klotylda). Repertuar naszej Opery wzbogacił się o wartościową i godną obejrzenia pozycję. Ze wszech miar polecam!

 


Więcej:
MŁODA ORKIESTRA; wiele pięknego, wrażliwego muzykowania2017-10-30 11:08:36
TRADYCYJNIE REQUIEM; szkoda że tak rzadko słuchamy Haydna2017-10-29 09:59:56
RECITAL NEHRINGA; artysta pięknie dojrzał 2017-10-22 08:46:21
PŁAWNER, GLASS I SCHUBERT; ładny muzyczny wieczór2017-10-07 19:08:18
KRÓL LEAR ZNANIECKIEGO; ciekawe doświadczenie2017-10-06 07:45:34
SZYMANOWSKI; warto było zaufać2017-10-01 07:34:55
SYMFONIA "ZMARTWYCHWSTANIE"; w sumie to była dobra inauguracja 2017-09-23 12:51:56
INAUGURACJA W OPERZE; największą radość sprawili mi studenci 2017-09-18 09:04:10
FINAŁ FESTIWALU; kilka wydarzeń artystycznych2017-09-01 07:52:03
OPTINA PUSTYŃ; było pięknie! 2017-08-31 08:25:00