MOTYLI KOCHANKOWIE; to było wzruszające
2020-01-19 11:32:10

Ciekawe doświadczenie... W sali koncertowej Zespołu Szkól Muzycznych im. M. Karłowicza w Nowej Hucie wczoraj na abonamentowym koncercie Filharmonii Krakowskiej zabrzmiał powstały w połowie ubiegłego wieku Koncert skrzypcowy "The Butterfly Lovers" dwóch chińskich kompozytorów: Zhanhao He i Ganga Chena. To interesujący i piękny utwór, osadzony zarówno tematycznie jak i muzycznie w chińskiej tradycji. Kompozytorzy postanowili bowiem opowiedzieć muzyką jedną z kanonicznych opowieści ludowych, pochodzącą z X wieku legendę o nieszczęśliwej miłości dwojga kochanków zamienionch po śmierci w motyle. Do jej przekazania wykorzystują wprawdzie europejskie instrumentarium ale materia muzyczna konstruowana jest wedle chińskich zasad, a więc oparta jest na pentatonice i do budowania narracji wykorzystuje przede wszystkim element melodyczny. Jednocześnie utwór ma typową budowę koncertu solowego, z wirtuozowską partią skrzypiec. Wszystkie te elementy złożyły się na piękną całość, nie tylko wabiącą egzotyką ale prawdziwie wzruszającą. Do takiego odbioru walnie przyczyniło sie wykonawstwo. Koncert "Motyli kochankowie" poprowadził bowiem Muhaj Tang, absolwent uczelni w Szanghaju i Monachium, związany z czołowymi orkiestrami chińskimi i europejskimi. Partię solową grała szesnastoletnia Susan Tang, skrzypaczka o olbrzymiej muzykalności i świetnej technice. Orkiestra była wrażliwym partnerem solistki.

Po przerwie zabrzmiała Symfonia dantejska Ferenca Liszta. Nie pamiętam bym kiedykolwiek słyszała ten utwór na krakowskiej estradzie. Szkoda, że poznałam go w akustyce tak niesprzyjającej dziełu Liszta. Mimo starannego wykonania dramatycznym kulminacjom Inferna brakło grozy, w Purgatorio nie było czyśćcowego oczekiwania na zbawienie, a chór żeński w finałowym Magnificat (przygotowania Teresa Majka-Pacanek) nie miał w sobie anielskiej nierealności. I nie było w tym żadnej winy dyrygenta czy muzyków.

Czy kiedykolwiek ktokolwiek z władz wojewódzkich czy miejskich poczuł choć na chwilę wstyd, że Kraków, podobno stolica kultury, wciąż nie ma porządnej sali koncertowej (nie jest nią sala w ICE), a każda próba jej zbudowania kończy się wcześniej czy później fiaskiem?


Więcej:
OBLICZA PIANISTYKI; takich wykonań chce się słuchać!2020-01-18 11:38:04
MUZYKA KARNAWAŁOWA; kiedy wrócimy na Zwierzyniecką?2020-01-11 11:49:06
NOWY ROK W FILHARMONII; orkiestra grała z prawdziwą przyjemnością2020-01-02 11:24:11
SYLWESTER W OPERZE; ten wieczór miał walor świeżości2020-01-01 11:28:47
JUBILEUSZ; Aria działa nie tylko w Polsce2019-12-18 11:32:59
MUZYKA ENERGETYCZNA; Etsher Yoo grała cudownie 2019-12-09 11:39:02
JOANNA NA STOSIE; dramat zdominował muzykę2019-12-08 17:14:04
ROK MONIUSZKOWSKI; czyżby nowi melomani?2019-12-01 10:25:40
KONKURS IM. E. UMINSKIEJ; laureaci2019-11-29 08:58:52
KRAKOWSKI SALON MUZYCZNY; udany finał2019-11-23 21:02:53