DON PASQUALE; wychodziliśmy z Opery rozbawieni i radośni
2016-12-03 17:13:57

Wrażenie pierwsze, słuchowe: uwertura do Don Pasquale została oddana melomanom. Nie towarzyszą jej żywe obrazy lub wymyślona przez reżysera akcja. Dzięki temu można skupić się na muzyce, poczuć jak Donizetti przy jej pomocy wciąga słuchacza w tresć opery, rozkoszować się pięknem melodii. Można też stwierdzić, że sola wiolonczeli i trąbki mogłyby być w piątek nieco śmielsze, bardziej romantyczne, ale też że orkiestra Opery Krakowskiej pod dyrekcją Tomasza Tokarczyka dobrze oddała urok i werwę muzyki włoskiego mistrza.

Wrażenie drugie, wizualne, już po podniesieniu kurtyny: ładne dekoracje Alicji Kokosińskiej współgrające z charakterem muzyki i treścią libretta. Za chwilę to samo można powiedzieć o kostiumach autorstwa Marii Balcerek. Ale oto pojawia się główny bohater i pochłania nas teatr.

Jerzy Stuhr, debiutant w teatrze operowym ale przecież reżyser wytrawny, zawierzył libreciście i kompozytorowi. Sądzę, że zaowocowały tu lata pracy spędzone przez artystę na Półwyspie Apenińskim i jego znajomość włoskiej komedii. Stworzył spektakl w którym, nie przeszkadzając wykonawcom w spełnianiu ich wokalnych zadań, skupił się na podkreśleniu komediowych - tekstowych i sytuacyjnych - wątków, stworzył prawdziwy teatr. Śpiewacy - aktorzy: Alexandra Flood - Norina, Grzegorz Szostak - Don Pasquale, Mariusz Kwiecień - doktor Malatesta, Andrzej Lampert - Ernesto, zbudowali w piątek wyraziste postaci, chwilami na granicy farsy, ale nigdy nie przeszarżowane. I co ważne, reżyser dopilnował żeby język włoski ożył na scenie, by nie służył jedynie do wyartykułowania dźwięku wokalnego, ale był w stu procentach nośnikiem akcji. Nieczęsto się to zdarza na krakowskiej scenie. Do wymienionych protagonistów dodać też trzeba samego Jerzego Stuhra, który nie tylko wyreżyserował spektakl ale w piątek wcielił się w postać Notariusza, wzbudzając salwy śmiechu grą aktorską i... śpiewem jak najbardziej operowym!

Spektakl został bardzo dobrze przygotowany muzycznie i takoż wykonany. I chociaż wolałabym, by Norina dysponowała pełniejszym i ciekawszym w barwie głosem, choć Grzegorzowi Szostakowi także brakowało nieco wolumenu, to przecież oboje muzycznie byli bez zarzutu, a aktorsko doskonali. Rewelacyjny pod każdym względem był Mariusz Kwiecień jako Malatesta, pięknie śpiewał skrzywdzony przez wuja Andrzej Lampert. Dodać do tego jeszcze należy chór przygotowany przez Jacka Mentla, wdzięczny jego ruch sceniczny – dzieło Jacka Tomasika, dobrą grę świateł zaplanowaną przez Bogumiła Palewicza. Don Pasquale to udana pozycja w repertuarze Opery Krakowskiej. W piątek opuszczaliśmy gmach Opery rozbawieni i radośni.


Więcej:
MUZYKA PEŁNA EKSPRESJI; wolałabym nieco więcej plastyczności2016-11-27 09:22:29
WĘGRZY W KRAKOWIE; prosimyczęściej! 2016-11-23 09:51:17
AMERYKAŃSKIE KLIMATY; wyśmienity saksofonista2016-11-06 09:37:20
JAZZ W OPERZE; wiele w tym spektaklu radości2016-10-31 20:11:05
REQUIEM; słuchałam z uczuciem zaciekawienia2016-10-30 20:33:05
JUBILEUSZ CRACOVIA DANZA; atmosfera była gorąca2016-10-27 07:58:04
90. URODZINY JANA KRENZA; Rapsodia zabrzmiała świeżo2016-10-22 19:12:08
ERIC LU; na Schuberta za wcześnie2016-10-17 15:34:49
SZEKSPIR UMUZYCZNIONY; dużo pięknej muzyki2016-10-16 08:58:49
NOWA PŁYTA; polecam!2016-10-12 08:03:19