JOANNA NA STOSIE; dramat zdominował muzykę
2019-12-08 17:14:04

Opera Krakowska coraz odważniej sięga do repertuaru dwudziestowiecznego, powoli acz konsekwentnie poszerzając wiedzę melomanów. To dobry kierunek choć czasem ryzykowny. Ciekawa jestem jak szerokie grono miłośników opery przyjmować będzie ostatnią propozycję z tego nurtu. W piątek bowiem na scenie Opery Krakowskiej wystawiona została Joanna d'Arc Arthura Honeggera. Dzieło napisane do tekstu Paula Claudela z inspiracji słynnej tancerki Idy Rubinstein, określone zostało jako oratorium sceniczne. Swą premierę miało na deskach teatru, ale najczęściej prezentowane jest na estradach filharmonii. W Krakowie chyba po raz pierwszy poprowadził je właśnie na filharmonicznej estradzie Henryk Czyż, a w partię głównej bohaterki – partię mówioną – wcieliła się Danuta Michałowska.

W Polsce sceniczną wersję Joanny d'Arc Honeggera przygotował przed pół wiekiem Teatr Wielki z Poznania. Piątkowa prezentacja jest więc drugim zmierzeniem się z takim przekazem dzieła Claudela i Honeggera. Reżyserii spektaklu podjęła się Monika Strzępka, muzycznie przygotował go i poprowadził Tomasz Tokarczyk.

Szłam na premierę z wielką ciekawością, bo historia św. Joanny jest bardzo nośnym tematem scenicznym, na teatralnych deskach widziałam jej różne ujęcia (Shaw, Anouilh), bliskie mi jest też dzieło Honeggera. Wyszłam z Opery z bardzo miesznymi uczuciami i potrzebowałam trochę czasu by sobie to wszystko co widziałam uporządkować.

W drukowanym programie przeczytałam, że Monika Strzępka po raz pierwszy reżyserowała w operze, choć ma już w swoim dorobku spektakle musicalowe. Zadanie miała o tyle trudniejsze, że sama forma dzieła – oratorium sceniczne – niosła z sobą pewną statyczność. Monika Strzępka postanowiła ją przewalczyć. Rzecz jednak w tym, że uczyniła to ze szkodą dla muzyki. W operze ważny jest odpowiedni balans pomiędzy dramatem i muzyką. Tego balansu zabrakło. W piątek w Joannie d'Arc słowo zdominowało muzykę. Oglądaliśmy spektakl teatralny z oprawą muzyczną. A przecież warstwa muzyczna oratorium została przygotowana bardzo starannie i takoż wykonana. Gdy zamknęłam oczy, z przyjemnością słuchałam orkiestry i chóru mieszanego (przygotowanie Jacek Mentel), choć ten ustawiony w lożach bocznych widowni bo na scenie zabrakło dla niego miejsca, chwilami nie stanowił jedności brzmieniowej z orkiestrą. Pięknie brzmiał chór dziecięcy z Mają Affeltowicz jako Joanną-dzieckiem na czele (przygotowanie Beata i Marek Kluzowie). Bez zarzutu byli śpiewacy: Paula Maciołek jako Małgorzata, Monika Ledzion-Porczyńska jako – Katarzyna, Katarzyna Oleś-Blacha w partii Madonny, Jarosław Bielecki i Łukasz Gaj wcielający się w Procusa i Wołodymyr Pańkiw jako Herold. Rzecz w tym, że kiedy te oczy otwierałam, natłok wrażeń wizualnych płynących ze sceny zagłuszał odbiór muzyki.

Jeden z melomanów powiedział że poszedł do Opery na Honeggera a znalazł się w Teatrze Starym za czasów Jana Klaty. I coś w tym jest. Joanna Strzępka stworzyła spektakl niesłychanie dynamiczny, rozedrgany, w czym pomogła jej walnie Dominika Knapik – twórczyni choreografii i ruchu scenicznego. Z ciekawością patrzyłam na odtwórczynię głównej roli, Mariannę Linde, aktorkę o wielkich możliwościach, chwilami wręcz fascynującą. W Brata Dominika wcielił się Krzysztof Zawadzki, w pomniejszych rolach zobaczyliśmy Małgorzatę Zawadzką i Annę Nowicką. Kapitalna była Elżbieta Karkoszka. Bardzo dobre było w tym spektaklu operowanie tłumem (balet Opery, statyści i epizodyści z Firmy STARS Impresariat Filnowy), pewne rozwiązania były świetne, jak np. stos Joanny zbudowany z dzieci i sam finał spektaklu. Ale wszystko razem było mi obce, zbyt oczywiste, nie wywołujące wewnętrznego przeżycia, bo nie pozwalające na chwię skupienia. Cały czas coś atakowało oczy: a to zmieniający się szybko obraz z kamer który początkowo dobrze wyławiał z tłumu protagonistów, ale potem był tylko chaosem, lub migające ekrany zgromadzonych w rogu sceny telewizorów - nie umiałam odczytać ich znaczenia (scenografia z dobrym obrazem zimy mrożącej uczucia była dziełem Arka Ślesińskiego, kostiumy – Julii Kornackiej). Kiedy widzę tak zrealizowany spektakl podejrzewam, że reżyser uważa odbiorców za głupków, którzy łatwo się nudzą i trzeba ich cały czas czymś zajmować. I jeszcze jedno – jest spora grupa ludzi nie oglądających Gry o tron, więc nie należy ich wykluczać, dla nich też to co widzą powinno być czytelne.

W piątkowym spektaklu teatralnym dokuczało mi jeszcze jedno: jak to jest, że aktorzy dramatyczni posługują się mikroportami a widz nie słyszy końcówek słów?

Czy więc piątkowa Joanna na stosie zasługuje na potępienie? Z pewnością nie. Były w tym obrazie momenty piękne, a po spektaklu słyszałam także słowa zachwytu, szczególnie ze strony młodych ludzi. Zwolennicy nowego teatru z pewnością przyjdą obejrzeć ostatnią pracę Moniki Strzępki. Może przy okazji zwrócą uwagę na muzykę? Może im się spodoba?


Więcej:
MOTYLI KOCHANKOWIE; to było wzruszające 2020-01-19 11:32:10
OBLICZA PIANISTYKI; takich wykonań chce się słuchać!2020-01-18 11:38:04
MUZYKA KARNAWAŁOWA; kiedy wrócimy na Zwierzyniecką?2020-01-11 11:49:06
NOWY ROK W FILHARMONII; orkiestra grała z prawdziwą przyjemnością2020-01-02 11:24:11
SYLWESTER W OPERZE; ten wieczór miał walor świeżości2020-01-01 11:28:47
JUBILEUSZ; Aria działa nie tylko w Polsce2019-12-18 11:32:59
MUZYKA ENERGETYCZNA; Etsher Yoo grała cudownie 2019-12-09 11:39:02
ROK MONIUSZKOWSKI; czyżby nowi melomani?2019-12-01 10:25:40
KONKURS IM. E. UMINSKIEJ; laureaci2019-11-29 08:58:52
KRAKOWSKI SALON MUZYCZNY; udany finał2019-11-23 21:02:53